środa, 16 grudnia 2015

zapowiedź pewnych wypieków i parę słów.

Człowiek nieprzyzwyczajony do choroby zaczyna histeryzować i wpadać w dół... odpukać!!! prawie już wyzdrowiałam^^ :)

Wczoraj w Lublinie spadł śnieg, i przez około cztery popołudniowe godziny było pięknie, klimatycznie i świątecznie. Dzisiaj jest już 'wiosenna paciaja'. Niesamowite jest to, że z roku na roku namacalnie widać ocieplanie się klimatu, w jakim mieszkamy i w gruncie rzeczy to naprawdę ciekawe... :)

Zaopatrzona w dwie pyszne herbatki...




... zjadająca kolejne czekoladki z kalendarza...


... i oczekująca niecierpliwie na TĘ:


... ozdabiająca ukochanego porcelanowego kota (dzięki Mamo za czapeczkę!♥):


... planuję jutro niewielką cukierniczą produkcję, w roli głównej... ciasto francuskie! We dwu wersjach... 


Trzymajcie kciuki, żeby mi wyszło, co ma wyjść... a w piątek pochwalę się kolejnym 'sukcesem' cukierniczym^^

:)

*

Pozdrawiam ciepło i świątecznie, chociaż aury i klimatu brak... Całuski!

sobota, 12 grudnia 2015

słodki piernik na chorobę.

Odzwyczaiłam się od chorowania... ostatni raz kiedy zachorowałam był maj 2010 roku, zaraz po przeklętym kwietniu 2010 roku, który był jednym z najgorszych miesięcy w moim życiu i bynajmniej nie chodzi mi o katastrofę lotniczą. 

Tak więc kiedy zorientowałam się, że nic nie trwa wiecznie i nie da się nie chorować przez całe życie, kiedy już zaakceptowałam fakt, że gorączka, katar i ból zatok nie przejdą w ciągu dwu godzin tylko dlatego, że nie życzę sobie ich obecności, kiedy wreszcie uzmysłowiłam sobie po raz enty, że nie doceniamy swojego zdrowia i że nawet prozaiczny ból głowy, katar i chrypka powodują, że mamy wszystkiego dość... pojawił się w moim domu Słodki Posłaniec ze Słodką Przesyłką na pocieszenie w mojej niedoli. 



Jak ja się stęskniłam za smakiem piernika! ♥
Niezawodny przysmak z niezawodnego przepisu, po który odsyłam Was TUTAJ, do przepisu na piernik mojej cioci Lili.


... ogrzewając się termoforem i zużywając chusteczki...


... popijam bananowy nektar...


... bo na puszeczkę coli się nie odważę, moje gardło za głośno krzyczy 'nie'. 


Nie zapominam również o bananach w innej postaci!


Z nudów skubię rodzynki.



I czekam na moment, kiedy zjedzenie czekolady nie spowoduje ataku uciążliwej chrypki... 


Świetnie sprawdza się pomadka Bebe, o której pisałam już jakiś czas temu. Spierzchnięte usta i podrażnione płatki nosa całkiem się z nią dogadują. 


No to po kawałku, kto chętny? 
Robię kawę, znikam pod trzema plecionymi swetrami i ZDROWIEJĘ. 

TK


Zorientowani w polityce krajowej zrozumieją, dzisiaj jest dzień ogólnopolskiej akcji właśnie z tymi dwoma literkami :)

czwartek, 10 grudnia 2015

new in, czyli świąteczne gifty czas zacząć dostawać!

Ale również dawać, i o tym nie zapominamy! 

W moim kalendarzu jest specjalna karteczka, na którą wpisuję wszystkie pomysły na świąteczne prezenty i nie mogę się już doczekać, aż będę je mogła kupić, zapakować, a później - mam nadzieję - patrzeć na uśmiechnięte buzie ludzi, którzy je dostaną:)

Tymczasem moje Mikołajkowe prezenty rozpoczęły się od wosków Yankee Candle...


... których nigdy wcześniej nie miałam. 



Wersja świąteczna pachnie po prostu bajecznie... jak kwintesencja świąt! I mówcie sobie co chcecie, ale naprawdę zaczyna mi brakować śniegu i zimowej aury... i nie chodzi o to, że święta bez śniegu się nie liczą, że zwały białego puchu uniemożliwiające normalne poruszanie się po mieście są cudowne dla wszystkich w jednakowym stopniu, ale jednak jest w tym coś, co mnie bardziej przekonuje do Bożonarodzeniowej atmosfery, którą wtedy czuję bardziej, mocniej, silniej, intensywniej, gwałtowniej... 

Ale święta to też nastrój i pogoda w duszy. 




Znacie woski Yankee Candle? 






Ponieważ w moim mieście Lublinie właśnie otworzyli fajowy sklep z takimi cudami - coś czuję, że polubię z nimi na trwale. Czeka na mnie tyle zapachów i wariantów!

:)











Przecudnej maści kolczyki z serii: kolczyki codzienne, na 'po domu' i na każdy dzień :)



I złota bransoletka :)

*

Tymczasem kończę kawę i lecę załatwiać sprawy!
Dziękuję za każde odwiedziny i miło mi, że tu zaglądacie.

:)

niedziela, 6 grudnia 2015

pomidorowy kurczak z czerwoną cebulą i kukurydzą.



Składniki:

2 piersi kurczaka
1 duża czerwona cebula
1 puszka kukurydzy
przyprawy: sól, pieprz, czosnek, papryczka
olej do smażenia
suszone pomidory

Przygotowanie:

Banalne!
Nie przeczytacie na moim blogu trudnych przepisów, ponieważ nie jestem i nie mam ambicji stać się dobrą kucharką z oryginalnymi pomysłami :) Lubię jeść prosto.

Pierś kurczaka kroimy w kostkę i marynujemy w dowolnej mieszance przypraw, ale w zasadzie nie jest to konieczne. Ja marynowałam swoje w przyprawie do gyrosa przez całą noc.


Cebulę kroimy w kostkę, albo też w kształt kostkę przypominający, jak na zdjęciu :)

Kurczaka z cebulą wyrzucamy na patelnię i smażymy pod przykryciem kilka minut. Po kilku minutach mieszamy, zmniejszamy ogień i pod przykryciem dusimy ok. 5-6 minut.


Przyprawiamy - w zasadzie wedle uznania, co kto lubi - ale standard to pieprz, sól i czosnek. Ja dorzuciłam jeszcze płatki papryczki. Pasowałaby tu również bazylia lub oregano.


Zdejmujemy pokrywkę z patelni i odparowujemy to, co 'wytrąciło się' z kurczaka i cebuli. Po czym dodajemy mały słoiczek koncentratu pomidorowego (dowolna pasta pomidorowa albo zwyczajnie - świeże pokrojone pomidory - także pasują).

Mieszamy.

Na sam koniec na patelni ląduje...


Podałam z makaronem, moim ulubionym penne.
Obiad został zjedzony natychmiast, nie było czasu na zdjęcia:)

Smacznej i słonecznej niedzieli!
:-)




sobota, 5 grudnia 2015

babeczki waniliowo-bananowe nadziane czekoladą.





Nie wiedziałam jakie muffiny powinnam zrobić na małe Mikołajkowe party. A że nie jestem mistrzem cukiernictwa wiedziałam tylko, że:

- ma być prosto
- i ma być czekolada
- i ma być banan. 

Poszperałam, wyszukałam podstawowy przepis na babeczki i przeżegnawszy się^^ zaczęłam się bawić!:)

Składniki: 

tabliczka mlecznej czekolady
2 szklanki mąki
pół szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
saszetka cukru waniliowego
jajko
pół szklanki oleju
szklanka mleka

Na samym początku trzeba otworzyć czekoladę. 


I skosztować, czy przypadkiem nie jest zepsuta:p 

Później możemy zaczynać! :)

Suche składniki w jednej misce, mokre w drugiej - to najlepszy ze znanych mi sposobów, w sam raz dla łopatologicznie w kuchni myślących - jak ja :)




Mokre składniki, czyli jajko, olej i mleko łączymy z suchymi, a na koniec dodajemy pokrojonego w kostkę banana. Masa powinna być gęsta, ale raczej nie 'łychostajna'.


Foremki do babeczek wypełniamy do połowy, umieszczamy kostkę czekolady i dopełniamy masą. 




Ponieważ zostało mi trochę czekolady, poszatkowałam ją na wiórki, żeby posypać nią wierzch polukrowanych babeczek. 


Tak, tak, tak. 
Wiem, że lukier można zrobić samemu i w ogóle, ale wolałam nie ryzykować eksperymentów, zresztą nie mam fobii kupowania gotowych produktów, a życie mam jedno - mam prawo spróbować wielu rzeczy:)




Muffinki pieczemy 25 minut w temperaturze 180 stopni C. 


:)


słone muffiny z kiełbasą i suszonymi pomidorami.





Mój Tata już dawno dawał delikatnie do zrozumienia, że zjadłby wytrawne muffiny, które kiedyś zrobiła mu Mama. Wiedząc, że Mama po pierwsze nie ma czasu na bzdury, a po drugie jak już ma czas, to woli go spędzić z książką niż z piekarnikiem - postanowiłam ją wyręczyć, licząc, że różnica w smaku pomiędzy jej muffinami a moimi nie przyczyni się do traumy gastronomicznej mojego Taty:p 

Składniki:

2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżka cukru
1 płaska łyżeczka soli
1 płaska łyżeczka pieprzu
1 płaska łyżeczka mielonego czosnku
2/3 szklanki mleka
1/2 szklanki oleju (u mnie był to olej z suszonych pomidorów z kaparami)
jajko
dwie laski wędzonej kiełbasy
pół kostki żółtego sera
3 łyżki kukurydzy z puszki



Przygotowanie:

Kiełbasę i ser kroimy jak wyżej. Podobnie jak suszone pomidory - wystarczy około 10 sztuk.


Suche i mokre składniki mieszamy w oddzielnych miskach, po czym delikatnie łączymy. 


Jeśli masa wychodzi bardzo gęsta (bardzo, bardzo!), dolewamy troszkę więcej mleka. 

Foremki wypełniamy do połowy, ładujemy w środek żółty ser i dopełniamy resztą masy. 

Pieczemy w 190 stopniach C przez 20 minut. 


*

Życzę spokoju na całą sobotę i przypominam, że dziś i jutro pojawią się tu jeszcze dwa proste przepisy na całkiem smaczne rzeczy!^^

Dzień dobry!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...