Zagotować wodę z margaryną, powoli dosypywać mąkę. Energicznie mieszając gotować 5 minut. Odstawić do wystygnięcia. Następnie wbijać po jednym jajku i ucierać. Podzielić na dwie części i piec w 180 st. C przez 45 minut.
Masa:
1/3 kostki masła
1/2 opakowania budyniu waniliowego
1/2 szklanki cukru pudru
Ugotować budyń. Masło rozetrzeć z cukrem, następnie do maślanej masy dodawać po łyżce ostudzonego budyniu energicznie ucierając. Opcjonalnie dodać aromat cytrynowy.
Dzisiaj zjawiam się tu tylko po to, żeby poczęstować Was strzelającym cukierkiem i zaprosić na jutro. Meldujcie się z talerzykami!
Jutrzejszy przepis jest bardzo stary. Pochodzi z kartki kalendarza z roku 1991. I chociaż nie jest to ciasto na miarę odkrycia, to jednak znajduje wielu zwolenników - niestety - nie we mnie.
Mam wolne, a zrywam się rano i idę odwiedzić koleżankę z pracy. Ale nie mogę dopuścić do zaniedbania podstawowych obowiązków pracowniczych tj. plotkowania! :)
Cieszę się, że skończyło się lato. Że idzie jesień, chmurna i deszczowa. I zrobię wszystko, żeby mi nic nie zepsuło tych pozytywnych myśli i Wam takich życzę, chociaż wiem, że zdecydowana większość z Was kręci nosem na wrzesień, październik, listopad...
Owocowe zapasy?!
Są!
Smaczne ciasteczka z gwiazdką?!
Obecne!
Ciekawe, czy w tym tygodniu pojawi się tu jakiś wypiek... Czas pokaże. Tymczasem częstujcie się ciasteczkami i spędźcie dobry dzień :)
Przyrządzić biszkopt według dowolnego, sprawdzonego przepisu.
Przecier jabłkowy:
1 kg jabłek antonówek
½ szklanki wody
cukier do smaku
1 opakowanie galaretki cytrynowej albo pomarańczowej
Pokroić jabłka w kostkę, wcześniej je obierając. Wrzucić do garnuszka. Gdy jabłka się rozmażą wyłączyć ogień i wsypać galaretkę.
Wymieszać, wyłożyć na biszkopt i postawić w chłodnym miejscu do zastygnięcia.
Masa:
1 masło
25 dag cukru pudru
3 łyżki gotowanego gorącego mleka lub 3 łyżki śmietany
Wszystko razem utrzeć i posmarować po zastygniętych jabłkach
Polędwiczki marynujemy w ulubionych ziołach i przyprawach. Zaczynamy smażyć paprykę pokrojoną w paski, najlepiej w różnych kolorach - do momentu, aż skórka zacznie się przypalać i oddzielać. Dorzucamy suszone pomidory i plastry cukinii. Na sam koniec wrzucamy mięso i podsmażamy wszystko razem, aż potrawa przejdzie smakiem.
Banalne, nie?
Kiedyś nawet taki obiad stanowił dla mnie wyzwanie!
:)
*
Wspominałam coś o szarlotce?
Moi Rodzice przepadają za szarlotką królewską, którą jeszcze cztery lata temu z lubością pałaszowałam. Doskonale pamiętam studenckie - nie tak dawne czasy - kiedy Mama przywoziła mi to ciasto do Rzeszowa i zajadałam się nim ze współlokatorką. Wiele się zmieniło od tamtego czasu...
*
... ale na kawę z pianką zawsze jest pora!
... i na różowe winogrona, które podobno są zdrowsze od zielonych. Wiedzieliście?
*
... a jutro rano bierzcie talerzyki w dłoń i wpadajcie na królewską szarlotkę!
Czyli jak nie zwariować, jeśli jest się perfekcyjnym pracownikiem i szlag człowieka trafia na myśl o liczbie dni wolnych od pracy większej niż... dwa.
Kiedyś wydawało mi się absurdem to, że można się nudzić. W ogóle, kiedykolwiek. I prawdę mówiąc do dzisiaj nie umiem się nudzić, bo nudą nazywam odpoczynek, a odpoczynek nudny nie jest. Ale schemat dnia, utarte rytuały codzienności dają - przynajmniej mnie - ryzy, w których się dyscyplinuję i przy nich trwam. Niestety - bądź stety - dyscyplinę przenoszę na dni wolne. A jednak tę swoją dyscyplinę uważam za lepszą od rozlazłej nerwowości, która każe człowiekowi bez przerwy coś robić, tworzyć, wymyślać... żeby pozornie być 'w ruchu'. Człowiek dostaje kręćka na urlopie i nawet lista zadań do zrobienia, która układana była z myślą "jak będę miał wolne, to się tym zajmę", znacznie traci na atrakcyjności, jeśli znajduje się nagle czas do jej wykonania.
Można wypić kilka kaw więcej. Kilka kaw więcej w spokoju, szczególnie niskociśnieniowiec - taki jak ja - może jej pić do woli. Można coś upiec, np. kolejną szarlotkę, żeby inni domownicy, którzy za nią przepadają mogli zająć czymś czas i ręce w trakcie urlopu.
Można bawić się w obiady i picować każdy plasterek cukinii obsmażając go równiutko z każdej strony i zastanawiać się, czy nie postawić także na sztorc.
Można się pozachwycać prezentem. Kubkiem z Hello Kitty ♥
I zjeść czekoladkę!
Pilnując w międzyczasie robotników, którzy remontują balkony trzeci miesiąc; mając rękę na 'politycznym' pulsie (jak dobrze, że kończą się wakacje i wreszcie coś się zacznie dziać!:) )...
Ci, którzy oglądali "Czterdziestolatka" doskonale będą pamiętać odcinek, kiedy Stefan Karwowski miał odpoczywać. I będą pamiętali, jak go nerw nosił z tego powodu...
No, tak po prawdzie, to ona wcale sekretną nie jest. Każdy wie, co można w niej znaleźć i każdy wie, gdzie lądują wszystkie smakołyki, które zostają zniesione do domu w celach wszelakich.
Znam pewnego osobnika, który natychmiast poprzekładałby pojedyncze kosteczki czekolady do innych pudełek - chcąc tym samym zapewne zaoszczędzić miejsca w szafce i wykazać się nie lada pomysłowością. Ten osobnik jednak doskonale wie, że spotkałby go wtedy mój gniew, dlatego toleruje obecność dwu-trzech kosteczek w paczce i nie śmie nawet tknąć ich małym palcem. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z moją paranoiczną potrzebą odróżniania marki danej czekolady, bo - chociaż po smaku może byłoby trudno... - to jednak po kształcie kostki bez trudu odgadłabym jej rodzaj.
A na dworze jesienne poranki, ciemniejsze popołudnia. Drzewa w lesie nie biją już tak kolorem zielonym po oczach, nad torami unosi się lekka mgiełka i jedyne, czego mi brakuje, to... włączenia ogrzewania w domu! :)
Wracam do porządków, w tle słuchając wystąpienia premiera.
Kolejna trochę kulinarna notka, przynajmniej póki co zanudzę Was jeszcze tymi dwoma propozycjami.
Może duszone udka z pieczarkami i podsmażaną marchewką, a do tego lekko przyrumieniona cukinia skroplona zdrowym olejem... Cukinia została wcześniej ostudzona i odsączana na papierowym ręczniku. Jako sprawdzony i prozdrowotny dodatek polecam Wam kopalnię składników odżywczych, czyli olej lniany. Po więcej informacji, ciekawostek i - wreszcie! - po sam olej, możecie wskoczyć na tę stronę: Złotopolskie.pl.
... a na deser może szarlotkę?
Jak wiadomo - jestem zagorzałym przeciwnikiem tego ciasta pozostając jednocześnie jedną z największych fanek ciasta kruchego, które w zasadzie mogłabym jeść bez żadnych dodatków.
Składniki:
4-5 dużych jabłek
3 szklanki mąki
1 łyżka octu
paczuszka proszku do pieczenia
4 żółtka
1 szklanka cukru pudru
kostka margaryny
Przygotowanie:
Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia, cukrem, dodać poszatkowane masło i całość jeszcze raz dokładnie i szybko posiekać. Dodać cztery żółtka, owinąć ciasto ciasno folią spożywczą i na kilka godzin umieścić w lodówce albo na ok. godzinę w zamrażarce.
W międzyczasie podsmażyć pokrojone w kostkę jabłka i poddusić je na wolnym ogniu z cynamonem.
Białka ubić na sztywną pianę.
Wcześniej schłodzone w lodówce ciasto ścieramy na tarce na blachę. Wykładamy podduszone jabłka, delikatnie przenosimy na nie pianę z białek i całość posypujemy trzecią częścią ciasta, również ścieraną na tarce.
Pieczemy około godzinę w temp. 180 st. C.
*
Stałym Bywalcom dziękuję za odwiedziny, nowych Czytelników serdecznie witam i miło mi, że tu wpadliście:)